Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Warsaw Cycle Chic Ride. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Warsaw Cycle Chic Ride. Pokaż wszystkie posty

środa, 14 lutego 2018

Rowerowy mural przy Ogrodowej

Dzięki rowerowej pocztówce od Rafała Ratyńskiego możemy wirtualnie obejrzeć warszawski streetart z bliskiej Woli, czyli ulicy Ogrodowej, gdzie zresztą w dzieciństwie wychowała się moja babcia. Może to nawet szczyt kamienicy, w której mieszkała?

Polecam malowidło obejrzeć na żywo.


piątek, 10 kwietnia 2009

1st Warsaw Cycle Chic Ride

Dawno, dawno temu, niecały tydzień wstecz, w niedziele dokładnie, odbył się pierwszy Warsaw Cycle Chic Ride, czyli warszawska przejażdżka pod patronatem WCC. Niewątpliwie gwiazdą wycieczki i najbardziej cycle chic była lavinka.



A panowie? Jak to faceci, co tu kombinować ze strojem i postawili na prostotę stylu. Oto Maciek, Eryk i To Mi.





I tylko Przemek (auditlog), nie uległ presji cycle chic i przyjechał w stroju sportowym.



Jeszcze na Placu Zamkowym dołączył Kamil, przejechał honorową rundkę wokół kolumny i uciekł (tłumacząc się mętnie że jest bez roweru... tez mi wymówka).



A my pojechaliśmy Krakowskim Przedmieściem by po chwili z niego uciec i zjechać ze skarpy ślimakiem na Karowej, czyli Wiaduktem Markiewicza.



Przy Dobrej próbowaliśmy się przesiąść na bicykle, ale ktoś zdemontował siodełka, a poza tym były dobrze przyspawane do podłoża, więc plan spalił na panewce.



Jadąc wzdłuż Wisły, na chwilę wpadlismy w odwiedziny do Syrenki (tacy z nas rowerzyści podsyrenkowi).



A chwilę potem podjechaliśmy do Herbatnika dobrze umoczonego w herbacie... a w zasadzie w wodzie w Porcie Czerniakowskim (to przez utrzymujący się wysoki poziom wody w Wiśle).



Jeszcze przejazd zieloną ścieżką na Agrykoli i podjazd skarpą... podjazd ten zawsze jest sprawdzianem formy (podjechali wszyscy). A podjechalismy tylko po to, by chwilę potem zjechać Belwederską.




I wreszcie wyjechaliśmy na długą prostą przy Belwederskiej, Sobieskiego, a od Wilanowa nie tylko prostą a szeroką, bodaj napopularniejszą w weekendy warszawską scieżkę rowerową wiodącą do Powsina i Lasu Kabackiego.



Sielanka, po prostu... ale żeby nie było zbyt różowo, Maciek złapał gumę. Dętkę wymienilismy, ale opona była przetarta i było ryzyko ze zaraz znów strzeli. Dlatego Maciek nas pożegnał i podjechał do najbliższego przystanku autobusowego.




My tymczasem wpadliśmy na pomysł by obejrzeć rezerwat Park Natoliński. Niestety od tyłu odbiliśmy się od bramy i ochroniarza. Postanowilismy spróbować od góry, głównym wejściem, a wtym celu musielismy kolejny raz podjechać na skarpę (tym razem w warunkach terenowych). I od góry się nie udało - zespół pałacowo-parkowy jest zamknięty i mieści się w nim jakieś Centrum Europejskie.



My tymczasem wyjechalismy na Kabaty, czyli jedną z bardziej usciezkowionych dzielnic Warszawy (razem z Ursynowem).




I tak dojechalismy do lasu Kabackiego.




Tutaj obowiązkowy postój piknikowy, a po dłuzszym odpoczynku dalej w drogę (juz powoli powrotną).



Jeszcze rytualne bęc! przy mostku.



I wyjechaliśmy na galerię grafitti na murze toru wyścigów konnych Służewiec.




A tu lavinka prezentuje jak się korzysta z infrastruktury "ułatwiającej" wprowadzanie rowerów po schodach. My stosowalismy raczej metody zbliżone do tej, którą zastosował ten rowerzysta po lewej.



Lavinka i Przemek ewakuowali się do metra.



A ja z Erykiem wjechalismy jeszcze na Kopę Cwila. Ciekawostką jest, że mimo doskonałego widoku naokoło, nie widać z niej Pałacu Kultury.



A potem juz każy w swoją stronę.



The End.

Zobacz też:
- relację lavinki
- galerie na Picasie: To Mi, lavinka